ZAŁATWIŁEM CAŁY HOTEL

List 7, Madryt
Kochana,
Nocuję w Madrycie na dość ruchliwej ulicy, gdzie dzieje się życie nocne. Poprzednie zdanie może wydawać się pleonazmem, bo jeśli w Hiszpanii dzieje się życie, to zawsze jest nocne — Park Retiro stanowi tu oczywiście wyjątek. W każdym razie to mały hotelik, jakich tu wiele, na piętrze kamienicy — ze 30 pokoi i małe biurko dla recepcjonistów na korytarzu. Jest klima, lodówka, czajnik. Czajnik — właśnie, to dość niespotykane. Hiszpania nie jest krajem herbacianym, czajników tu brak, ten więc jest dla turystów z obcych lądów. Jak się domyślasz, cieszyłem się na myśl o naparze z cukrem i cytrynką, ale przez tę zachciankę…
Sparaliżowałem cały hotel.
Jak tylko podłączyłem czajnik do kontaktu, w hotelu wysiadł prąd. Na recepcji mieli przerwę i nawet nie było komu sprawdzić, co się stało. Wyszedłem na korytarz, tak samo jak para starych Hiszpan z pokoju naprzeciwko, i zapytaliśmy się wzajemnie, czy nie ma prądu. No nie było. Trzeba czekać, powiedziałem, a starsza pani, że chyba tak, choć jej mąż, z bębniastym brzuchem, ruszył do boju. Zadzwonił do recepcjonisty i słuchając komend ze słuchawki, zaczął grzebać w skrzynce z kablami.
Nastała jasność.
Z początku nie zdawałem sobie sprawy, że stało się to wszystko z mojej winy, dlatego złapałem za czajnik i…
Znów go podłączyłem.
Wiesz, co się stało? To samo, cały hotel zalała czarna powódź nocy. I znów stary Hiszpan ruszył do boju, tym razem już bez słuchania komend ze słuchawki. Potem myślałem, że to wina uszkodzonego kontaktu, a nie czajnika, ale na szczęście zostałem powstrzymany przed kolejną próbą.
Ja się jednak nie poddałem. Zacząłem chodzić po pokojach, wypytując o czajnik — tak bardzo pragnąłem herbaty. Za jednymi drzwiami gość krzyczał, żeby mu nie przeszkadzać, za innymi ktoś chrapał jak smok. Wbiłem do magazynku i sam zacząłem szukać czajnika, ale nic nie znalazłem. Na koniec udałem się do starych Hiszpanów, co było chyba najgłupszym, co mogłem zrobić, skoro wiem, że herbatolubni to oni nie są.
Następnego dnia rano zdecydowałem się zagadać do recepcjonisty. A on do mnie: Aha, to dlatego! Udawałem zdziwienie. Zapytałem: Co dlatego? A on: Prąd! Dlatego sparaliżowało cały hotel. A ja: Nie wiem, nie było mnie przy tym. Zaczął gadać do mnie po angielsku, a ja do niego: Panie, czemu zaczynasz gadać do mnie po angielsku? Zaśmiał się i wziął czajnik do sprawdzenia. Podłączył go do kontaktu.
I wiesz, co się stało?
Z włączonego komputera usunęły mu się wszystkie dane. Powiedział, że mnie zabije.
Nadal żyję. Jak przyjadę, napijemy się herbatki. Z cukrem i cytrynką.
E.W.