U WUJA KORDOBAŃSKIEGO

List 3, dzień 4, Córdoba
Kochana,
Wsiadłem w pociąg do Córdoby. Tu na stacji, niemal jak na lotnisku, trzeba przejść odprawę, a bilety są tak drogie, że rękę w kieszeni wykręca. Za to za oknem, gdy człowiek siądzie już sobie w chłodku, podczas gdy słońce nad nim złotem płonie, krajobrazy ciągną się jak poematy, a podróżni suną po nich wzrokiem w milczeniu.
Na Córdobę miałem przeznaczone zaledwie kilka godzin. By nie tachać ze sobą walizek, musiałem udać się na sąsiedni dworzec autobusowy, a tam… wiesz, jak łatwo doprowadzają mnie do szału rzeczy małe, na pozór proste, a w rzeczywistości trudne. Otworzenie szafki dla podróżnych — tu wrzuć monetę, tu zamień ją na żeton, a tu żeton włóż i przekręć — jest dla mnie jak rozwiązywanie skomplikowanej sztuki matematycznej ekwilibrystyki.
Córdoba jest miejscem urodzenia Seneki — fakt ten i myśl ta napawały mnie dodatkową chęcią zobaczenia miasteczka — ale nawet miejscowi zapomnieli już, kim był i jak wiele dla innych — w tym dla mnie — znaczył. I choć wuj Seneka całe życie był związany z Rzymem, a nie z Córdobą — i jedyne, co jest tam rzymskiego, to most nad rzeką Guadalquivir — to mimo wszystko chcę wierzyć, że gdzieś tu, między tymi uliczkami właśnie, błąkała się niegdyś iskra mądrości, która w nim w końcu, po latach, zapłonęła. Dlatego w lokalnej księgarni kupiłem jego listy po hiszpańsku, potem zaszedłem pod jego rzekomy dom narodzin, a następnie na plac jego imienia i pod pomnik. Jak widzisz, to kolejny dowód na to, że gdzie nie ruszę w podróż, tam stoiccy bogowie nade mną czuwają; wszędzie są od nich znaki.
Tutejszy Alcázar był z jakiegoś powodu zamknięty; odwiedziłem za to tzw. Mezquitę — jeden z najbardziej znanych meczetów w Europie; meczet, ale jednak katedrę rzymskokatolicką ze słynną salą z lasem kolumn.
Dzień ten jest długi i jednocześnie krótki: długi, bo już tyle przejechałem, a i drugie tyle mam do przejechania… i krótki, bo Córdoba — ten jej wdzięk, te uliczki i nieliczne połacie zieleni — zapisana będzie w mojej pamięci w zaledwie kilku klatkach.
Ruszam dalej, do Málagi, i wiedz, że choć poruszam się w obrębie Hiszpanii, to jestem jakby coraz bliżej Ciebie. Tak, podróż uczy tęsknoty.
E.W.