Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

CZY DUSIŁ MNIE ŻUL?

ja odpoczywający chwilę pod Oranżerią

5 list z podróży, Paryż

Kochana,

Pod wzgórzem Montmartre zjadłem drugie śniadanie i ruszyłem schodami do Bazyliki Sacré-Cœur, skąd następnie podziwiałem panoramę Paryża. W drodze na szczyt chwytał mnie deszcz (a z nim, rzecz oczywista, sprzedawcy parasolek) na zmianę ze złodziejami proszącymi mnie o podpis „w dobrej wierze”, w sprawie głuchoniemych. To, jak udają niesłyszących, śmieszy mnie niemal tak samo, jak ich wiara w naiwność turystów, a tym bardziej w moją; poza tym złodzieje, którzy noszą się ze złymi zamiarami, tym bardziej powinni wiedzieć, że z czasem i na dobrym sercu wyrasta obojętność, więc z dwojga złego lepiej wziąć się za pracę, bo przesadnej życzliwości ze strony zwiedzających raczej nie uświadczą i głodni będą chodzić.

Po takiej wspinaczce ostudziło mnie powietrze wprawione w ruch przez najbardziej znany na świecie czerwony młyn — Moulin Rouge — ale wywiało mnie stamtąd tak szybko, jak mnie tam przywiało: dzielnica czerwonych latarni (lub, można by rzec, dzielnica kebabów, brudu, ćpunów, meneli i sex shopów) nie zachęca do dłuższego pobytu, dlatego wrócę tam dopiero z Tobą, z biletami na przedstawienie kankana i kolację (bez szampana).

W poszukiwaniu schronienia trafiłem do Musée de l’Orangerie, do dawnej oranżerii, gdzie nikt nie potrafił uszanować ciszy, która miała tam wisieć pośród zaklętej na obrazach wody i lilii i służyć do medytacji czy jakiekolwiek głębszej refleksji przy pracach Moneta, to i na koniec dnia, by tak jak zawsze chwilę odsapnąć, znalazłem się w Ogrodach Luksemburskich.

W Ogrodach Luksemburskich czuję podobny spokój, co w Parku Retiro — podobny, choć nie tak wszechogarniający jak w Madrycie. Mają tam wygodne krzesła, jest zieleń, są drzewa, fontanny i mnóstwo ludzi spędza tam czas, na kocach, na leżakach, rozmawiając, jedząc czy uprawiając jakiś sport, tylko że trochę wieje, a wiatr ten podrywa kurz, od którego aż dusi, aż kaszlę, ale lepiej, żeby dusił mnie pył niż żul pod Moulin Rouge.

Kochana, czas już można liczyć w godzinach, jeszcze półtorej nocy, nim z klatki piersiowej uwolnię tęsknotę.

E.W.