Jak to jest mieć 26 lat?

PRZERWA W NADAWANIU LISTÓW Z PODRÓŻY NA RZECZ COROCZNEGO WPISU O TYM, JAK TO JEST MIEĆ X LAT:
JAK TO JEST MIEĆ 26 LAT?
W przeciwieństwie do ostatnich lat nie czuję dziś swoich urodzin. Zawsze je czułem — czułem, że nadchodzą — i wręcz się ich obawiałem, jakby miał się ktoś zjawić — ktoś w garniturze, ktoś poważny, z teczką i długopisem — i przeegzaminować mnie z dorosłości. Dziś są mi bardziej obojętne, nie męczą mnie, to tylko kolejny dzień cieszenia się życiem. Dziś czuję, jakby coś we mnie — we wnętrznościach, tak głęboko — się zatrzymało i nie pozwoliło czasowi mnie postarzeć. Póki co świat chyba postanowił, że pozwoli mi dojrzeć, zmądrzeć, nabrać doświadczenia, ale nie — pod żadnym względem — zestarzeć się. Trochę się zmieniłem, mam na twarzy słoneczne zmarszczki, które są jak mapy od losu, a w mych oczach zalęgło się więcej opowieści, no i rozumiem też lepiej świat, nie sądzę jednak, by można to było nazwać starzeniem się: wciąż mam siłę i marzenia i nie znudziło mi się jeszcze życie — to raczej wędrowanie przez czas, w sposób właściwy, w zgodzie z samym sobą.
Nie musicie pić za moje zdrowie — oszczędźcie go sobie, naprawdę — i nie musicie też życzyć mi sukcesów, tym zajmę się sam. Życzcie mi trochę szczęścia; tego, żeby mi fart dopisywał; żeby los się do mnie uśmiechał; życzcie mi tego, żeby rzeczy niezależne ode mnie szły po mojej myśli, przynajmniej po części, tak by mnie zostało już tylko nabieranie oddechu, zaciskanie zębów i machanie leciutko nóżkami, by dopłynąć do tego, do czego płynę, wśród zdradliwych fal wzbieranych przez zachcianki losu.
Kończę właśnie pisać, siadam zamedytować i jadę zaraz do kogoś, kogo kocham. I tak sobie myślę, że wiecie co? Nie ma nic wspanialszego niż mieć 26 lat (pomijam fakt, że będę musiał płacić od teraz podatki, a i do żadnego muzeum już nie wejdę ani za darmo, ani za połowę ceny).