Dziennik pokładowy stoika #11

Dziennik pokładowy stoika, wpis chyba #11.
Świeci się stoicka kontrolka bezpieczeństwa, życie nie szczędzi. Poniżej zbiorek autorskich refleksji i spostrzeżeń stoickich, zanotowanych w losowych momentach dnia od połowy kwietnia do pierwszych dni maja 2023, zapisanych z myślą, że pozwolą mi stać się lepszym stoikiem, a przede wszystkim lepszym człowiekiem:
*O MIŁOŚCI: Twoja wartość jako człowieka nie zależy od tego, kto ani czy cię kocha, tylko od tego, jak ty traktujesz osoby, które ty kochasz.
*O MIŁOŚCI: Jeśli mężczyzna się zakochuje, musi rozmiękczyć swoje serce — inaczej nie zakocha się prawdziwie. Musi się odsłonić, otworzyć, pokazać, a kiedy się to już stanie, serce jego wystawione będzie na najbardziej brutalne ciosy. Szczęście nie może zależeć od tego, co poza nami, lecz miłość jest podstawową potrzebą człowieka, tak jak picie, jedzenie i spanie, a więc stoicyzm z miłością ma problem — i to zasadniczy — bo jak długo można utrzymać się w odpowiedniej formie (w szczęściu) bez spania czy jedzenia? Niby miłość można zablokować odgórnie, ale czy wtedy nie będzie jeszcze gorzej? Po stoicku można podejść do tego tak: przeczekać najgorsze, ze świadomością, iż ten rodzaj bólu jest nieodłącznym elementem życia, tak jak inne bóle, z tą różnicą, że te inne są opcjonalne. Po angielsku mówi się ładnie: Love makes a man weak. I to niestety prawda. Podsumowując, miłość jest paskudna, ale bez niej jest jeszcze gorzej.
*O STOICYŹMIE: Dzisiaj byłem słabym stoikiem. Jutro będę lepszym. Teraz, w tej chwili tego dnia, jestem słabym stoikiem, ale zaraz zapłaczę, łzy otrę i będę stoikiem lepszym.
*O TRUDNOŚCIACH: Stoicyzm jest jak mięsień — wymaga treningu, rośnie, pobolewa, dlatego czasem temu mięśniowi nie starcza sił, by coś dźwignąć; by dźwignąć jakieś przeciwności losu — dlatego stoik czasem przegrywa, opada, ale to w żaden sposób nie zwalnia go z próbowania. Ani z bycia stoikiem.
*O TRUDNOŚCIACH: Lepiej, żeby było lepiej, ale wcale nie lepiej jest nastawiać się, że będzie lepiej.
*O AKCEPTACJI (amor fati): Tam, gdzie stoicyzm nie sięga, tam trzeba ręce rozłożyć — ale też po stoicku.
*O AKCEPTACJI (amor fati): Skorup w jednym z utworów: Nie pytaj losu: „Czemu?”, kiedy cios ci zadaje. Właśnie, tak jak pisał Epiktet — bądź tym wywyższony.
*O AKCEPTACJI (amor fati): Israel Adesanaya, nigeryjski kick-bokser, bokser i zawodnik mieszanych sztuk walki, po porażce z Jankiem Błachowiczem: „Przegrałem w kick-boxingu. Przegrałem w boksie. Przegrałem w życiu. Przegrałem w miłości. Przegrałem w rodzinie. Jakby wiecie, nie ma tak, że ciągle wygrywasz. Wygrywa się i przegrywa, trzeba po prostu umieć te ciosy przyjmować”. Ja bym dodał jeszcze, że życie w większości składa się z przegrywania, ze strat (tu angielski czasownik „lose” lepiej oddaje istotę rzeczy). Z czasem tracimy wszystko, co mamy, i nie da się pod tym względem konkurować z życiem. Życie z nami wygra (i to zawsze!), zabierając znajomych, rodzinę, miłość, pieniądze, nasze włosy, zęby, a na końcu nas samych. Musimy właśnie przyjmować te ciosy z akceptacją. Przegrana nie jest niczym nowym; mało tego, jest czymś częstszym niż zwycięstwo. Trzeba umieć przegrywać, nie tylko w walkach, w gierkach — ale przede wszystkim w życiu.