Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Bajka o starym kocu

Photo by Rion De Villiers on Unsplash

Bajka o starym kocu

Zaczęło się od serca.

Po prostu pękło na wiosnę. Wzięło i pękło. A nic na to nie wskazywało, bo Chłopaczek rósł zdrowo i stał się mężczyzną, jednak poznał Ją, a niedługo potem, razu któregoś… pach! I tyle było po sercu. Nie winił jej za to, bo ani on, ani ona życia nie znali, więc decyzja, którą podjęła, wydawała się i jemu, i jej słuszna.

Ale Chłopaczek nie miał pojęcia, co ze sobą poczynić. Bo bolało. A jak coś boli, to się nie wie jeszcze bardziej niż normalnie. Chłopaczek więc chodził po wiosce i patrzył, czy nikt nie cierpi na podobne schorzenie, ale widział tylko pary trzymające się za ręce, toteż zdawało mu się, że tkwi w tym sam.

Nadszedł wieczór. Położył się zatem spać, ale oka nie zmrużył, bo serce kłuło tak, że najchętniej wyskrobałby je sobie łyżką i rzucił psom na śniadanie.

Nazajutrz Chłopaczek udał się do Mędrca, który mieszkał w jaskini na dnie głębokiego jaru, i gdy już tam dotarł, rzekł: „Mędrcze, o tu, tu, boli okrutnie”. Mędrzec, o twarzy jak ściśnięte mrozem jabłko, wziął koc i rzekł: „Oto koc”, na co młodzieniec dopytał: „A nie dwa koce?”. Sęk w tym, iż był to jeden koc, lecz rozdarty. Mędrzec dodał: „A to igła i nić, a tam, na wprost, ciągnie się polana oblana słońcem”. „Ale po co?” — dopytywał zakłopotany Chłopaczek, lecz Mędrzec, jako że uszy niezdolne są niekiedy słuchać, wyciągnął swój język brudnymi palcami, zawiązał go na supeł i połknął, a Chłopaczka zaprosił do wyjścia.

Chłopaczek udał się na tę polanę, koc rozłożył, nić przez igłę przewlókł i zaczął pracować na klęczkach. Pot zrosił mu czoło i wyzuł z myśli. Szył różnymi wzorami, bardzo gęsto, bardzo dokładnie, potem coraz szybciej. I znów różnymi wzorami. I zaraz znów gęsto. I dokładnie. I tak, i tak, raz przy razie, a potem jeszcze inaczej i na okrętkę.

Wstał i wziął ów koc, by sprawdzić, jak mocne jest to zszycie. I okazało się, iż to zszycie jest mocniejsze niż koc sam w sobie i teraz nawet trudniej go rozerwać. Nie dowierzał, jak to możliwe. Położył się na nim i uśmiechnął w stronę nieba, a chmury, pospołu, uformowały twarz tajemniczej niewiasty.

Chłopaczek pojął, że jego serce, tak jak koc właśnie, stanie się silniejsze, jeśli tylko o to zadba — będzie silniejsze niż przedtem, a gdzieś w przyszłości znajdzie się ktoś, kto będzie na nie gotowy i przyjmie je z uśmiechem. Niekoniecznie zupełnie ktoś inny, bo i z czasem ludzie też się zmieniają, tak jak chmury na niebie.

KONIEC.