Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Teoria pechowa

obraz wygenerowałem za pomocą sztucznej inteligencji

Wymyśliłem teorię o szczęściu i nieszczęściu, którą nazwałem teorią pecha i farta, bo — jako że szczęście jest pojęciem abstrakcyjnym i różnorako rozumianym — lepiej oddaje jej zamysł.

Może już taka teoria istnieje, może nie; w każdym razie koncept, który tu przedstawię, wymyśliłem sam, choć po czasie wydaje mi się, iż może on mieć podłoże w stoickim podziale na rzeczy zależne i niezależne — stąd moje rozmyślania. Teorii tej — przez trzy godziny rozmów — nie potrafił obalić żaden z moich kolegów, mimo że po jej usłyszeniu od razu mówili, że się nie zgadzają, przynajmniej niektórzy, potem zmieniali zdanie, gubiąc się, a potem wracali na własny tok rozumowania, którym znów próbowali wyjść mi naprzeciw.

Teoria brzmi tak: do osiągnięcia jakiegokolwiek sukcesu potrzebne jest szczęście (szczęście w znaczeniu fartu). Innymi słowy: fart jest niezbędnym składnikiem w odniesieniu jakiegokolwiek (dosłownie jakiegokolwiek) sukcesu, chociażby przejścia z pokoju do pokoju, włączenia telewizora czy otworzenia lodówki, tyle że moc farta niezbędna do zrealizowania tego celu jest znacznie mniejsza niż np. do odniesienia sukcesu zawodowego, naukowego, sportowego itd., ponieważ tym, co mogłoby nas powstrzymać — czyli uniemożliwić sukces — przed przejściem z pokoju do pokoju, musiałaby być np. śliska podłoga, a w konsekwencji złamanie nogi, albo upadek meteorytu na dom czy mieszkanie, lub w przypadku włączenia telewizora spadek napięcia prądu; za to w drodze do odniesienia sukcesu, dajmy na to sportowego… tych przeszkód jest znacznie więcej, więc i większy zasób mocy farta jest potrzebny, by ostatecznie zrealizować plan/osiągnąć sukces.

Nie mając farta, nie zrobimy w życiu nic, co dzieje się na zewnątrz nas i co moglibyśmy włożyć do worka nazwanego SUKCESEM czy OSIĄGNIĘCIEM.

A co jak pomimo starań nie osiągniemy sukcesu? Czy to znaczy, że nie dopisało nam szczęście? Otóż nie, mogło dopisywać, ale tego farta było za mało. A czy znaczy to, że nie warto się starać, bo nie wiemy, czy dopisze nam szczęście? Otóż nie, bo starając się, zmniejszamy konieczny udział farta w naszych działaniach prowadzących do sukcesu, ale bez farta — bez najmniejszej cząstki farta — to sobie nawet dupy nie podetrzemy, więc należy być wdzięcznym za każdy sukces, a im większy on jest, tym bardziej wdzięcznym należy być światu, bo zawsze mogło się wszystko nie udać. Ale jest to również smutne, bo czasem możemy się starać, a nic z tego nie będzie — to rzeczywistość gorzka do przełknięcia, przekonująca do tego, że czasem należy się poddać, bo tak jest rozsądniej, co stoi w przeciwieństwie do tego, co wpaja nam świat, rodzice, guru, kołcze i inne stwory motywacyjne.

Tak w skrócie, to tyle.