Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Opłatek mobilny

moi przyjaciele jako mandarynki – obraz wygenerowałem za pomocą midjourney ai

Dzwonię do Franza bez zapowiedzi i mówię: „Wyjdź opłatkiem się podzielić.” Jechał akurat do teściów, ale wyszedł, podzielił się i zaprosił na posiedzenie po świętach.

Dzwonię do MR. Pytam, czy jest w domu, na co on, że nie, więc nastaje cisza. MR zawsze precyzyjnie odpowiada na pytania, a potem czeka, nie płynie z odpowiedzią, dlatego dopytuję, gdzie jest i czy zjechał do rodziny na święta. „Z psem wyszedłem, jestem pod Francuza blokiem” — odpowiada, więc ja odwracam się, idę, a tu on, no i dzielimy się opłatkiem.

Dzwonię do Kowala. „Jadę do ciebie podzielić się opłatkiem” — mówię, na co on, że smaży fryty i żebym przyjechał, tylko że nie ma miejsca pod blokiem. Wbijam do niego, daję mu w prezencie mandarynkę, a on mi grześka. Po lewej ma monitor, do którego podłączony jest zepsuty laptop, który służy mu tylko jako klawiatura, a przed sobą ma telewizor, na którym na zmianę, porównując wiadomości, ogląda reżimówkę i TVN. I tak siedzi, po lewej pyka w haxballa, patrząc kątem oka, a z przodu skacze po kanałach.

Dzwoni Suchy, który wcześniej nie odbierał, bo niby sprzątał. Nie odbierał, to zadzwoniłem do jego dziewczyny, która mnie zapytała, czy mnie na nią nasłał. Chwilę ludzi nie widziałem, a tu takie rzeczy się dzieją. Suchy przyjeżdża do nas, do Kowala, i dzielimy się we trzech opłatkiem, trochę gadamy, trochę się śmiejemy i rozchodzimy, bo Suchy musi załatwić ryby.

Dzwonię do MG i mówię, że słyszę w tle zepsutą klimę, więc pewnie jest w pracy, na co on z uśmiechem, że w domu siedzi. „Przyjadę podzielić się opłatkiem” — mówię, a jego dziewczyna z pytaniem, czy wstawiać wodę na herbatę. Wbijam, dzielimy się opłatkiem, gadamy o książkach, o życiu i odkurzaczach.

Oddzwania PA. „Spałeś?” — pytam. „Spałem” — odpowiada. „Dawaj opłatkiem się podzielić” — mówię, na co on: „Uuu, teraz to dałeś.” Wbijam, daję mu w prezencie obrazek z papajem i dzielimy się opłatkiem. On do mnie, że spał, bo robił pizzę wigilijną z MR i tak po niej nawalił, że sen go zmorzył na cztery godziny.

Dzwonię do Bednarza. Ten nigdy nie odbiera, ale zawsze od razu odpowiada emesem — dzieje się tak i tym razem. Odpisuję mu więc, by wyszedł podzielić się opłatkiem, no i wychodzi. Myślał, że gdzieś go będę zabierał, ale nie tym razem, umawiamy się za to na jutro.

Dzwonię do Szczura na minutę przed tym, jak mam się u niego zjawić, po czym mówię: „Wyjdź opłatkiem się podzielić”. Ten wychodzi i sprawę załatwiamy szybko. Nie spodziewał się. Daję mu czekoladę i się rozjeżdżamy.

Wszystkim po kolei życzę rozumu. Nie to, żeby im brakowało, ale żeby mieli więcej. Bo jak jest rozum, to nawet jak bieda jest, to lepiej się żyje.

Jeśli święta mają być magiczne, to nie dzięki lampkom i choinkom, tylko właśnie dzięki takim sytuacjom, kiedy jednego dnia można przyjechać do każdego z przyjaciół, zamienić z nimi słowo, uściskać się i jechać dalej, bogatszym o życzenia.