Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Byki w centrum handlowym

Listów z podróży ciąg dalszy.

Barcelona, list 5, dzień 5:

Kochana,

Po dwóch dniach wróciłem do Museu Nacional d’Art de Catalunya. Nie żałuję, a już niemal odłożyłem tę wizytę na następny raz. Mało tego, w drodze do muzeum natknąłem się na starszą panią, która sprzedawała na ulicy książki w rozsądnej cenie. Wziąłem tylko kilka — ogranicza mnie bagaż. To muzeum było największe, zwiedziłem wszystkie wystawy, od sztuki średniowiecznej po współczesną.

Po wyjściu przeszedłem obok fontann, które wieczorem świecą, tańczą i śpiewają, ale nie jest to atrakcja na tyle frapująca, aby wracać tam wieczorem, tym bardziej, by ujrzeć ten pokaz po raz trzeci. Tuż obok, obmurowana jak spodek UFO, stoi arena byków, przerobiona na centrum handlowe. Wiedząc to, odczuwa się ulgę, choć w ustach, gdy je się w środku patatas bravas, pozostaje dziwny posmak.

Wróciłem do hotelu, zmęczony wczorajszym słońcem. Nie odważyłem się, ze względu na spalone ramiona, eksponować tego dnia na plaży. I jak się tylko położyłem, straciłem ochotę, by jeszcze gdzieś wyjść. Wjechałem windą na dach, by zobaczyć basen, ale ten okazał się tak mały, że zrobili go chyba tylko po to, by móc się chwalić, że to hotel z basenem.

Zaraz jednak, jak wróciłem do pokoju, przypomniałem sobie, że człowiek jest najlepszym przedstawicielem gatunku chodziarzy, i ruszyłem z gazetą do pobliskiego parku, w którym jeszcze nie byłem. Co więcej, nie zdawałem sobie sprawy, że mam tuż obok taką łatę zieleni, która oblepia wzniesienie. Wszyscy spacerują tam z psami, skąpanymi w spokoju, i są tam również psie kuwety. Park pnie się w górę, a ludzie wraz z nim, idąc po schodach lub ścieżkami wylanymi betonem.

Usiadłem na ławce na samym szczycie i poczytałem El Cultural, trochę o Lorce: o jego podróży do Stanów i tym, czego ta podróż go nauczyła. A czego nauczy mnie moja? Jak wpłynie na mnie, jako na człowieka i kogoś, kto stara się pozostać wrażliwym na słowa? To okaże się po czasie, ale to już może Ty mi powiesz.

E.W.