Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Więzienie to nie kara

Listów z podróży ciąg dalszy.

List 3:

Kochana,

Pierwszy raz jechałem metrem w Barcelonie. Na każdą linię, przynajmniej tak zrozumiałem, trzeba mieć oddzielny bilet, co jest nieco uciążliwe. Wjechałem do Parku Montjuïc, a następnie, jak burżuj, kolejką linową na Górę Montjuïc. Z początku w wagoniku nieco mną trzęsło, a potem… potem pod stopami falowała już cała Barcelona. Nieliczne budynki, w tym Sagrada najbardziej, wyróżniały się na piaskowo-szarym dywanie miasta.

Co do zamku na Montjuïc, który niegdyś pełnił rolę więzienia… cóż, nie wiem, jak mogli przetrzymywać tam ludzi. W celach z widokiem na port i Barcelonę? To miała być kara? Poza tym, oprócz zamku samego w sobie, niewiele tam było do zobaczenia: żadnych eksponatów, nic z tych rzeczy.

Trochę się pogubiłem, schodząc ze szczytu, ale szczęście, że natknąłem się na budkę z napojami. Wypiłem sok pomarańczowy na jednym z punktów widokowych. Wydaje mi się, że byłem tam, dokładnie w tym miejscu, już trzeci raz, ale wodospad za mną utwierdzał mnie co do tego w wątpliwości.

W muzeum Miró… Nie umiem pojąć dzieł tego artysty. Wybrał styl przedszkolaka. Wiem, że też nie przepadasz za takimi bohomazami, ale i wiem, że Twoja wrażliwość pozwoliłaby Ci dostrzec w nich więcej ode mnie. Poza tym nie rozumiem, jak można tworzyć antycoś, np. antyobraz, antypowieść itp., a tak właśnie robił Miró. Jesteś antymalarzem? Zacznij rzępolić na gitarce.

Mniejsza z nim, najgorsze, że zamknęli mi przed nosem najważniejsze muzeum — Museu Nacional d’Art de Catalunya. Co za matoł wymyślił, by zamykać je w niedzielę o 15? To chyba człowiek pokroju Miró, który chciał wprowadzić do sztuki coś antyswojego, a raczej być anty do całej sztuki. Może wrócę tam jutro.

Po lekkim śniadaniu rano głodny zrobiłem się dopiero o 17. Domyślam się, że tak na człowieka oddziałuje klimat, lecz nie znam dokładnych mechanizmów takiego stanu rzeczy. To już Ty mi wytłumaczysz. Na obiad najadłem się smażonych rybek, patatas bravas i paelli, tak że odpuściłem sobie kolację.

W drodze na plażę przespacerowałem przy pomniku Kolumna, który wskazuje „ziemię na horyzoncie”, i przemknąłem przez Ryneczek Kolumba. Nic tam jednak nie przykuło mojej uwagi, same rupiecie. Takim sposobem znów trafiłem na Barcelonetę. O reszcie już wiesz.

Jeszcze à propos wierszy: gdy poprzednim razem byłem w Hiszpanii, układałem, a raczej układały mi się same, dwa wersy wiersza na dzień. Barcelona nie wpływa na mnie tak jak Madryt. Może podobnie jak Madryt podziała na mnie sama-wiesz-jakie miasto.

E.W.