Patykiem na piachu

Siedzimy na plaży, na kocyku. Pogoda jest taka, jaką zamawiałem. Raz świeci słonko, raz chmury marszczą się w zdziwieniu jak brwi starca i potem otula nas cień. Ktoś się kąpie, ktoś wygrzewa na piasku, a ktoś inny, schowany w zaroślach, łowi ryby po drugiej stronie rzeki. Kaczki, spacerując po brzegu, przyglądają nam się w zadumie, jakby coś podejrzewały. Nie doszukawszy się niczego wartego uwagi, nurkują i rozglądają się za chlebem. Rozmawiamy, długo i o wszystkim, i słyszymy tylko siebie. Słowa płyną same, jak bąbelki niesione prądem. Świat podkręca zegarek i czas mknie szybciej, a ja chcę słuchać więcej i więcej rozumieć. Co i raz przepływa przed nami łódka lub ponton. Suną równo jak po taśmie. Za nami rozgrywa się ukradkowa wymiana postaci, a ja bez Łomży w ręku czuję się jak z perłą.
Wokół nas kręci się dziewczynka, jakby przyciągnęła ją do nas ta energia, którą każde z nas przywlekło z różnych miejsc. Siedmiolatka wtrąca się w rozmowę, ale wcale nam to nie przeszkadza. Kreśli patykiem po wilgotnym piasku. Z jakiegoś powodu rysuje serca, które zaczynają nas oplatać: są we wszystkich rozmiarach i kształtach, a niektóre nawet serc nie przypominają, choć trudno byłoby je pomylić z czymkolwiek innym. Po chwili serca te zdają się wibrować tak, że mącą mi się myśli.
Wracamy do rozmawiania. Wydaje mi się, że gdyby podsunąć nam wtedy mikrofony, świat wstrzymałby oddech, żeby posłuchać choć przez chwilkę. Niedługo potem dostrzegam, że dziewczynka nas narysowała. Tak, patykiem na piachu. Wstaję, podchodzę i patrzę na jej dzieło. Wtedy wszystkie rzeczy na świecie, okropne same w sobie, stają się cudem przez nas i dla nas. I potem sobie myślę: „Aaa, pierdolę tę filozofię całą, nieskończony kosmos, biologię i politykę. Niech wiatr zetrze Alpy, niech runie Wielki Mur Chiński, PKiN i Wawel. Niech fale na Pacyfiku staną dęba, a z Etny niech łeb wystawi sam diabeł. Niech wybuchnie NASA, a grawitacja niech ściągnie na ziemię satelity. Niech pękną obrazy Picassa i Pollocka. Bo właśnie tu, przed nami, jawi się najprawdziwszy obraz z życia. Piękniejszego nie będzie”.
Niebo i piekło jest zaklęte w ludziach. Cieszę się, że częściej mogę wstąpić do nieba niż do piekła.