Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Skóra węża

Photo by Trollinho on Unsplash

Dzwoni do mnie Franz: nawija, że będzie po mnie za godzinę, i jedziemy na plażę. Do tematu podchodzę niechętnie, ale potem, po uświadomieniu sobie, że plażowanie polega na przebywaniu z ludźmi, których się lubi, a nie na plażowaniu samym w sobie, daję się namówić. A raczej nie potrafię mu odmówić.

Mówię ekipie, że znam taką miejscówę, że nie pożałują. Zgadzają się bez dopytywania, czy to daleko. Nie zdradzę, co to za miejsce, bo i tak z sezonu na sezon robi się tam coraz gęściej, ale w piątkowe podwieczory nie ma tragedii.

Jedziemy ze 40 minut. Parkujemy ładnie w cieniu, pod drzewkami, i zaraz potem krążymy po wybrzeżyku: są rowerki wodne, są kajaczki i buda z lodami. Jak tak spacerujemy, PA — który nie zamierza pływać, bo ma podobno dziurę w plecach — opowiada nam o tym, jak któregoś razu, już nie pamiętam gdzie ani kiedy, znalazł skórę węża, taką ooo. Najwidoczniej miejsce, w którym się na nią natknął, skojarzyło mu się z terenem, po którym chodzimy. I przekonuje nas, że tu też mogłaby taka być.

Rozkładamy się, zastanawiamy, w końcu przenosimy rzeczy na cypelek, bo EK chce się pouczyć pływać, a tam jest dla niej za głęboko. Cypel zresztą, jak to cyple, wydaje się przyjaźniejszy, jakby wychodził w wodę, by w razie czego jako pierwszy służyć pomocą.

Zanurzamy się. Woda swoją konsystencją i temperaturą przypomina zupę. Siedzimy, gadamy o przyszłości i o tym, co kryją w sobie kamienie, i pływamy od brzeżka do brzeżka. Tylko PA, żłopiąc browarka, siedzi grzecznie na ręczniku, jakby z obawą, żeby nic mu się do tych pleców nie nalało. Ewidentnie się boi, nawet stóp biedak nie moczy.

Trzeba się zbierać do domu. Mówią mi, że z gaciami na głowię wyglądam jak Kleopatr. To chyba dobrze. PA dostrzega coś nagle w kępie trawy. Patrzy, patrzy. I mówi: „To pewnie skóra węża, widzisz? Ale małego”. Franz mu na to: „Nie, to nie skóra węża. To jest kondon.”