Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Kto ma wakacje?

Photo by Ev on Unsplash

Zaczęły się wakacje. Kto je ma, to ma — powiedziałby jakiś zrzęda, choć postawa ta jedynie częściowo zakrawa na to, czym wakacje są. Gdybym taki miał do nich stosunek, to już dawno trząsłbym się na myśl, że te będą moimi ostatnimi, zresztą tak myślałem też rok temu i dwa lata temu.

Jak są wakacje, to są. Okres ten nie charakteryzuje się przecież wyłącznie chwilowym odcięciem od pracy i innych obowiązków, tylko zapachem, gęstą atmosferą, natężeniem korków wokół miejscowości turystycznych, sezonem burz, kolorowymi jak kredki dziećmi na ulicach i ich uśmiechem, który częściej rysuje się na spoconych licach, umazanych pianą morską bądź tą z gofrów. I, w przeciwieństwie do chłodnych pór roku, charakteryzuje się przede wszystkim tym, że ludzie odzyskują jakąkolwiek siłę do robienia czegokolwiek rozrywkowego: to znaczy, wskakują na kajak, na rower, do lasu, do wody. W zimę możliwość takiej rozrywki najzwyczajniej się przesypia, nie?

Ktoś inny powie, że albo wakacje „są”, albo się je „ma”, co oznacza, że jeśli „są”, to sytuacja wygląda jak powyżej, natomiast jeśli się je „ma”, to się nie pracuje, jeździ po świecie i wydaje kasę zarobioną przez cały rok, żeby chociaż te kilka tygodni nabrało sensu. Ciężko się nie zgodzić, to dość logiczna obserwacja, ale…

To wszystko jest umowne. Umówmy się więc, że jak zaczynają się wakacje, to one są i ma je każdy, bez względu na to, czy pracuje, czy smaży dupę na słońcu. Z wakacjami powinno być jak, dajmy na to, ze świętami Bożego Narodzenia — nie każdy ma wtedy wolne, nie każdy je nawet świętuje, za to każdy wie, że one są, je wtedy pierogi i czuje tę atmosferę, przez jednych mniej lubianą, przez innych bardziej.

Jeszcze raz: czy możemy się umówić, że jak wakacje są, to są, tutaj, wokół, blisko, nad nami, pod nami i w nas, bez względu na to, czym musimy — bądź nie musimy — zajmować się w tym czasie?